Kto chce w wyborach dostać się do parlamentu, powinien „zrobić” dobry wynik w Zielonej Górze. Chyba, że jest z Gorzowa i uzyska dobry wynik na północy województwa. Sprawdziliśmy, jak głosowali zielonogórzanie.

Niby jest jak przed czterema laty. W 2015 r. PiS wygrało i w kraju, i w województwie, ale w Zielonej Górze lepsza była PO. Teraz jest podobnie, ale liderzy obu partii wielkich powodów do radości nie mają. Obydwie największe partie straciły posłów. PiS zamiast pięciu ma ich czterech. PO miała ich pięciu, Nowoczesna jednego. Teraz Koalicja Obywatelska będzie ich miała czterech. W 2015 r. rekordzistą był Stefan Niesiołowski (PO), który zdobył 29.304 głosy. Dzisiaj na miejscu lidera ulokował się Marek Ast (PiS) – 36.073 głosy. Warto jednak pamiętać, że w tym roku ustanowiliśmy rekord frekwencji – w naszym województwie do urn poszło o ok. 80 tys. osób więcej, niż w poprzednich wyborach. Frekwencja skoczyła z 44,63 proc. do 57,20 proc.

W Lubuskiem wybieraliśmy 12 posłów. Pięcioro z nich wygrało reelekcję: Marek Ast, Jerzy Materna, Elżbieta Płonka z PiS oraz Krystyna Sibińska i Katarzyna Osos z KO, natomiast Waldemar Sługocki (KO) zamienił mandat senatora na mandat posła. Do łask wyborców powrócili: Władysław Dajczak (PiS) i Bogusław Wontor (SLD). Nowymi twarzami w parlamencie są: Anita Kucharska-Dziedzic (SLD), Tomasz Aniśko (KO), Krystian Kamiński (KWiN) oraz Jolanta Fedak (PSL). Ta ostatnia formacja odniosła chyba najbardziej spektakularny sukces, prawie potrajając swój elektorat (wzrost z 17,7 tys. głosów do 50,9 tys.). Prostym porównaniom wymyka się Konfederacja Wolność i Niepodległość, która zdobyła 31,5 tys. głosów i ma jednego posła. Przed czteroma laty na ugrupowanie KORWIN głosowało 17,4 tys. Lubuszan.

Jak wygląda sytuacja w Zielonej Górze? To trudny teren dla PiS, któremu, co prawda, przybyło 4 tys. wyborców, ale poparcie to, liczone procentowo, dało tylko wzrost z 24,89 proc. do 26,68 proc. I to pomimo gigantycznej kampanii oraz świetnego wyniku Jerzego Materny – 6.712 głosów. Wygląda na to, że partia Jarosława Kaczyńskiego ma w Zielonej Górze szklany sufit na poziomie ok. 25 proc. poparcia.

Natomiast swój szklany sufit rozbiło w drobny mak PSL. Kiedyś ludowcy praktycznie w Zielonej Górze nie istnieli. Przed czterema laty zdobyli w naszym mieście tylko 1.845 głosów, co stanowiło ok. 1/8 wszystkich głosów zdobytych w województwie. W tegorocznych wyborach te proporcje się zmieniły – co szósty głos oddany na to ugrupowanie w regionie pochodził z naszego miasta, dając niezły wynik – 8.135 zielonogórzan poparło PSL. Listę pociągnęły trzy osoby: Jolanta Fedak – 2.191 głosów, Wioleta Haręźlak – 2.134 i Łukasz Mejza – 2.650. Pomysł zaproszenia na listę popularnych samorządowców, wspieranych przez prezydenta Janusza Kubickiego, okazał się trafiony. W całym województwie Ł. Mejza zdobył 10.490 głosów.

W wyborach startowało czworo zielonogórskich radnych. Przysłowiowy bank rozbiła Anita Kucharska-Dziedzic. Wcześniej walczyła o mandat prezydenta miasta i europosła. Trzecia kampania okazała się nadzwyczaj udana – poparło ją 30,5 tys. Lubuszan (to drugi wynik w województwie). W samej Zielonej Górze zdobyła 8.710 głosów – lepszy był tylko Waldemar Sługocki – 11.463 głosy.

Pozostali radni nie dostali się do Sejmu. Bardzo dobry wynik uzyskał Piotr Barczak (PiS) – 2.142 głosy zielonogórzan. Dalej byli: Marcin Pabierowski (KO) – 1.398 i Bożena Ronowicz (PiS) – 495 głosów zielonogórzan.

Zostając posłanką, A. Kucharska- Dziedzic „zwolni” mandat radnej. Jej miejsce zajmie kolejny na liście Ruchu Miejskiego, czyli Paweł Zalewski.

(tc)