– Jola miała świetną intuicję oraz bardzo zdrowo pojmowała politykę. To jeden z najlepszych polityków w spódnicy tego województwa – pisze Czesław Fiedorowicz, polityk PSL, który przez wiele lat współpracował ze zmarłą Jolantą Fedak. Andrzej Brachmański zapamiętał, że zawsze dotrzymywała słowa. – To już dziś rzadkość w polityce – przekonuje.

Andrzej Brachmański:

fot. ŁZ

W moim środowisku mówiliśmy na nią „Donia”. Skąd się wzięło, nie mam pojęcia. Podobno wymyślił to Edek Fedko, który przez kilka lat dzielił z nią sekretariat wicemarszałków województwa. Była z tego zresztą mała „aferka”, bo ktoś nie do końca usłyszał nazwiska i napisał do gazety, że to skandal, by małżeństwo rządziło w województwie. A może to było wtedy gdy Jola była wicewojewodą a Edek wicemarszałkiem?

Poznałem ją w 98, gdy ówczesny szef wojewódzkiego PSL-u marszałek Zych scedował na nią negocjacje w sprawie koalicji w pierwszym sejmiku województwa lubuskiego. Nie była szerzej znana na lubuskiej scenie politycznej i trochę byłem urażony, że Marszałek odsyła mnie do swojej asystentki. Nawet się do tej rozmowy specjalnie nie przygotowywałem. Po 15 minutach zacząłem tego żałować. Siedząca naprzeciwko kobietka okazała się negocjatorem twardym, upartym i znającym doskonale techniki negocjacyjne; wkurzała mnie  niemiłosiernie co chwilę powtarzając jaka to ona „asertywna”.

Kilkanaście dni później została wicemarszałkiem województwa i tak zaczęła się jej polityczna kariera, która zawiodła ją na fotel ministra pracy i polityki społecznej.

Przez 14 lat była szefową lubuskich struktur ludowców.

Z tą przynależnością do ruchu ludowego to dziwna historia. Podobno trafiła tam przypadkowo. Nigdy w to nie wierzyłem, bowiem była peeselowcem zawziętym i takim co partii nie opuści w czasie klęski. Taki „ludowy żar” nie bił nawet od Józka Zycha.

Pod jej kobiecą powłoką krył się typ mocnego przywódcy, o jakim w czasach przed polityczną poprawnością mówiło się „męski”, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kolegów trzymała krótko. Gdy trzeba było rzucała grubszym słowem. Słynne „spier…aj” do Marka Sawickiego, kolegi z rządu, było tylko medialną wpadką a nie wyjątkiem. A jak kogoś nie lubiła to….dawała odczuć. Przekonał się o tym pewien dyrektor służby zdrowia, którego niejedną godzinę przetrzymała w sekretariacie.

Była skutecznym politykiem, gdy się z nią wreszcie umówiłeś – dotrzymywała słowa. To już dziś rzadkość w polityce. Bardzo dbała o interes swojej partii czym napsuła krwi niejednemu przeciwnikowi i ….sprzymierzeńcowi. W tej materii bywała po prostu irytująca.

Ale miała też kobiecą twarz polityka. Polityka społeczna i służba zdrowia to były jej domeny. A ponieważ w tej drugiej czuła się okłamana przez Platformę, bo nie tak się umawiała, od dłuższego czasu szukała formuły uwolnienia się z gorsetu obecnego kształtu koalicji w województwie nie wchodząc w koalicję z PiS. W tej sprawie była bardzo „pawlakowa” . Były premier konsekwentnie stoi bowiem na stanowisku, że PiS jest śmiertelnym zagrożeniem dla PSL.

Jako polityk miała opinię skutecznej i „niewybieralnej”. Nigdy nie wygrała żadnych wyborów powszechnych. Dopiero rok temu udało się jej po raz pierwszy. Wtedy też po raz pierwszy widziałem łzy w jej oczach. Łzy radości …

Dzielnie walczyła z chorobą, nie odpuszczając działalności politycznej.

Niewiele mieliśmy spotkań ściśle prywatnych. Ale z tych zapamiętałem ja jako …zupełnie inną. Uśmiechniętą, towarzyską, lubiąca gwar, śpiew i dowcip.

Jola Fedak odeszła zbyt wcześnie, zbyt młodo. Jak wszyscy…

 

Czesław Fiedorowicz

Obraz może zawierać: 1 osoba
fot. facebook Czesław Fiedorowicz

Poznałem Jolantę Fedak w latach dziewięćdziesiątych, gdy prowadziła biuro poselskie Jana Andrykiewicza, a ja po raz pierwszy zostałem posłem w 1993 roku.

Już wtedy wyróżniała się kulturą osobistą i odwagą głoszenia swoich poglądów.

Zależało Jej by osiągnąć, zrobić coś więcej.

Oczywiście były to kontakty bardzo oficjalne, ale z racji mojej niezłej współpracy z wicewojewodą zielonogórskim z PSL, Janem Suchowackim, pewnie to nas do siebie zbliżało.

Dość błyskotliwie i skutecznie wspinała się na kolejne ważne funkcje publiczne, wicewojewody i wicemarszałka.

W czasach, gdy tak bardzo brakowało kobiet w życiu publicznym, jej nominacje spotykały się z dużą aprobatą. Zawsze otwarta, kompetentna, potrafiąca prowadzić ciekawy dialog, coś osiągnąć. Bardzo mi kibicowała w tym boju poselskim o lubuskie.

Wtedy się polubiliśmy i z tamtego czasu pozostał wzajemny szacunek.

Kiedy została sekretarzem w Krośnie Odrzańskim zaprosiła mnie do urzędu, by pokazać jak przebudowała urząd, jak bardzo inny styl tam wprowadziła. Słuchała moich rad byłego   burmistrza, ale jednocześnie zabiegała o dobre relacje.

Kiedy otwierano pierwszy port na Odrze w Krośnie Odrzańskim (wielkie dzieło zmarłego w 2002 r. burmistrza Bolesława Borka), a Jola to wszystko organizowała, bardzo zabiegała o to bym nie tylko był tam obecny ale i zabrał głos. Wiedziała, że powiem to o czym wszyscy zapomnieli.

Jola miała świetną intuicję oraz bardzo zdrowo pojmowała politykę. To jeden z najlepszych polityków w spódnicy tego województwa.

Nie dziwię się, że 2007 r. został pierwszym z naszego województwa konstytucyjnym ministrem w polskim rządzie. W rządzie Donalda Tuska. To był jej skok na głęboką wodę. Zdała ten egzamin życia z wyróżnieniem.

Polityka, po zakończonej kadencji 2007-2011 dokonała oceny wszystkich ministrów gabinetu Tuska. Jolanta Fedak uzyskała jedną z wyższych ocen.

Od 2009 r. Jola zaczęła mnie namawiać bym wystartował z list PSL do Sejmiku w 2010 r. Dość często dzwoniła z Warszawy. Przy okazji opowiadała o swoich problemach ministerialnych i rządowych. O sporach z Donaldem o hojniejsze serce dla ubogich, o więcej pieniędzy na politykę społeczną. Czasami relacjonowała swoje spory z ministrem finansów Jackiem Rostowskim łaskawszy podział pieniędzy podatników i dodatkowe środki dla ubogich i potrzebujących. Wtedy minister finansów miał coś do powiedzenia, a ponoć tylko Jola była tą, przed którą miał trochę respektu. Była rozczarowana, że nie może wywalczyć więcej na pomoc i politykę społeczną. Ta pazerność społeczna, wrażliwość społeczna była m.in. powodem nie powołania jej przez Donalda Tuska do kolejnego rządu w 2011. Widać z perspektywy, że miała rację. Bo po 2016 roku rząd PiS pieniędzmi na politykę społeczną zaskarbił sobie uznanie wyborców na długo.

Była szczera i autentyczna w swoich rozmowach. W 2010 roku zgodziłem się kandydować z PSL do Sejmiku i zdobyłem pierwszy historyczny mandat dla PSL w Zielonej Górze i ten jeden mandat był cztery lata gwarantem stabilnej koalicji PO-PSL (16 do 14). Jola zaproponowała bym był przewodniczącym klubu PSL w Sejmiku, za Jej namową w 2011 wstąpiłem do PSL. A klubowi PSL na jej prośbę przewodniczyłem przez 8 lat.

W 2014 roku na Jej wniosek zostałem kandydatem na przewodniczącego Sejmiku wybranym 30 głosami wszystkich radnych.

Te lata sejmikowania bardzo nas do siebie zbliżyły. Dowiedziałem się o jej trudnym życiu. Bo już w szkole podstawowej straciła tragicznie rodziców. W zasadzie młodszej siostrze zastępowała matkę. Dialog z Jolą to była zawsze przyjemność. Nawet wówczas, gdy toczyliśmy spory. To niezwykle ufna kobieta. Obdarzała wielkim zaufaniem wielu.

Bardzo pozytywnie zmieniła oblicze i struktury PSL po przejęciu władzy w regionie od Józefa Zycha. Zawsze miała ochotę zostać posłem, kandydowała bez powodzenia wielokrotnie i pytała jak mi się to trzykrotnie udało.

Niezwykle troskliwa matka, jedynej córki, entuzjastyczna babcia dwóch wnuczek. Świetna żona, o mężu tylko dobrze. Ale bardzo oszczędna w szerokim otwarciu na życie rodzinne dla ludzi z zewnątrz.

Jej spryt, znajomość ludzi, przewidywalność zjawisk i sytuacji politycznych bardzo sprzyjał umacnianiu pozycji PSL.

Jola to świetny, choć trudny negocjator.

Oj ostro się spierała i z Bożenną Bukiewicz i Elżbietą Anną Polak…

Wielu ludzi z PSL dzięki Joli zdobyło ważne pozycje w życiu publicznym.

Wspierał innych a sama momentami była poza ważnymi funkcjami.

Została w końcu prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ogromna wiedza i doświadczenie ministerialne, w administracji województwa sprawiły, że to był bardzo dobry czas dla Funduszu. Odwołana w fatalnym stylu z funkcji prezesa przez PiS. Ale nie opluwała nikogo. Bardzo skrywała te niezasłużone razy.

Chorowała od lat ministerialnych. Dyskretna i oszczędna w relacjonowaniu na co choruje. Nie upubliczniała słabości. Dyskretna i twarda.

Jola miała zawsze fajne plany, w życiu prywatnym dom wiejski w Krzywej był swoistą terapią na bolączki życia.

Niezwykle śmiała i kreatywna w polityce. I w końcu w 2019 została posłem. Była szczęśliwa, choć nadal chora.

W PSL Staszek Tomczyszyn zgłosił aspirację walki o fotel prezesa struktur. Było ostro. Ale takie są prawa polityki. Jola chciała być nadal prezesem PSL w Lubuskim.

Już nie będzie.

Miała zawsze wsparcie kolejnych szefów PSL w Polsce. Szczególnie Waldemara Pawlaka i Władysława Kosiniaka-Kamysza..

Po Joli pozostaje wielka wyrwa w życiu publicznym. Dla rodziny tragedia. Dla mnie bolesny brak kogoś bardzo bliskiego.

(rk)-WZG

 

Zielona Góra pożegnała Jolantę Fedak