Dwa treningi, podczas których do przepłynięcia w najcięższym momencie przygotowań będzie nawet 19-20 kilometrów dziennie – taką cenę trzeba zapłacić, by pojechać na Igrzyska Olimpijskie do Tokio. Jakub Skierka, pływak TP Zielona Góra, wyjazdowi do Japonii podporządkował wszystko.

Pływa z myślą o igrzyskach, odżywia się z myślą o igrzyskach, śpi… a jakże, z myślą o igrzyskach. Ostatnio odnalazł swój pierwszy wywiad, którego udzielił jako 14-letni chłopiec. – Dziennikarz spytał mnie: jakie jest twoje marzenie? Odpowiedziałem: złoty medal olimpijski w Tokio!

Miał propozycję, by wrócić do rodzinnych Kartuz, ale w roku olimpijskim nie chciał zmieniać otoczenia. Jak mówi, porusza się tylko na trasie: basen-dom. Teraz jest już w reżimie treningowym, pod okiem trenera Jacka Miciula. – W sumie mam 5-6 godzin treningu dziennie. Rano od 6.00 do 8.30 i po południu od 15.00 do 18.00 –mówi J. Skierka. Pierwszy szczyt formy ma być przygotowany na majowe mistrzostwa Starego Kontynentu, które odbędą się na 50-metrowym basenie w Budapeszcie. Z Węgier chce przyjechać z wypełnionym minimum na igrzyska. – Jeśli tam się nie powiedzie, to kilka dni później są jeszcze mistrzostwa Polski w Lublinie, ale jestem dobrej myśli, że wszystko powiedzie się już przy pierwszej próbie – zaznacza pływak.

Jak mówi, rozrywki go nie zaprzątają, bo nie chce tracić z oczu celu, jakim jest olimpijski paszport, a jeśli sam siebie nagradza, to w weekend… pizzą. – To są moje małe, tygodniowe nagrody po ciężkim wysiłku – uśmiecha się 21-latek.

Pod koniec ubiegłego roku w Glasgow dopłynął na czwarte miejsce w mistrzostwach Europy na krótkim basenie, w koronnej konkurencji 200 metrów stylem grzbietowym. To utwierdziło go w przekonaniu, że dotychczas podjęte pływackie decyzje były dobre. – Postawiłem wszystko na jedną kartę. Wszystko jest przemyślane, fizjoterapia, catering, żeby później nie pluć sobie w brodę, że coś poszło nie tak – dodaje J. Skierka.

(mk)