Którędy jechał Wyścig Pokoju? Zdjęcie długo pozostawało dla mnie tajemnicą. Brukowana i zadrzewiona ulica, po niej mkną kolarze. Obserwują ich tłumy widzów. To… ulica Wrocławska, a zawodnicy mkną do Görlitz!

– Czyżniewski! Mam dwa pytania: czy ty kiedyś umyjesz patelnię bez ponaglania? – moja żona na chwilę przystanęła przy domowym zmywaku i zaraz zadała drugie pytanie: – Czy jak chcesz się dostać do Zgorzelca, to jedziesz ul. Wrocławską? Ja bym tędy nie jechał, lecz pomknął ul. Łużycką, przez Żagań. To jakieś 130 km. Pamiętajmy jednak, że kolarze nie jeżdżą najkrótszymi trasami. Kiedy 21 maja 1963 r. wyruszali na kolejny etap XVI Wyścigu Pokoju, mieli do pokonania 172 km.

Zawodnicy mieli w Zielonej Górze dzień przerwy. W ramach odpoczynku odwiedzili… opiekujące się nimi zakłady pracy. Polacy trafili do WZGS, kolarze radzieccy do Zastalu. Kolarzy NRD podejmowali kolejarze, Czechów pracownicy PSS. Start etapu do Görlitz zaplanowano na placu przed KW PZPR, czyli dzisiejszym Centrum Biznesu. Zachowały się zdjęcia i film z tego wydarzenia (zrobiony z lotu ptaka). W pierwszej chwili otoczenie jest nie do rozpoznania. Tak, na górnym prawym zdjęciu to ul. Bohaterów Westerplatte w okolicach dzisiejszego DT Centrum. W 1963 r. stały tu niewielkie domki, w głębi był kort tenisowy. Na lotniczych zdjęciach dokładnie widać, że w miejscu, w którym obecnie stoi poczta i dawny Klub Międzynarodowej Prasy i Książki, w 1963 r. znajdował się duży skwer z alejkami. Można było jeszcze skręcić w prawo, w nieistniejącą dziś ul. Nowomiejską, która dochodziła do ul. Chopina.

Kolarze pojechali prosto Bohaterów Westerplatte i po kilkuset metrach skręcili w lewo, w ul. Świerczewskiego (dziś ul. Kupiecka) minęli Grzybek, hotel Śródmiejski. – Wszystko zostało świetnie zorganizowane – mówił filmowy lektor. Peleton pojechał na południe, po drodze mijając Polską Wełnę. To w tym miejscu sfotografował wydarzenie Zbigniew Rajche. Fotograf stał na wysokości dzisiejszego wjazdu do galerii Focus Mall, kilkadziesiąt metrów przed skrzyżowaniem z ul. Sienkiewicza. Na ujęciu widzimy kabriolety wsparcia technicznego zawodników. Nad nimi transparent „NIECH ŻYJE POKÓJ”.

Start zorganizowano nieopodal gmachu KW PZPR (dzisiaj Centrum Biznesu), nie było jeszcze DT Centrum, gmachu poczty – Fot. Bronisław Bugiel

Wizyta kolarzy w Zielonej Górze była wielkim wydarzeniem sportowym. W tym czasie Wyścig Pokoju cieszył się gigantycznym zainteresowaniem, a nasze miasto po raz pierwszy było miastem etapowym. XVI Wyścig Pokoju wystartował 9 maja 1963 r. 115 kolarzy z 19 państw wyruszyło z Pragi, poprzez Warszawę do Berlina. Polacy wystartowali w składzie: Fornalczyk, Beker, Gawliczek, Chilej, Kudra i Zieliński. Mieli do pokonania 15 etapów i 2.500 km w 17 dni. W Polsce po raz pierwszy zawitali do Rzeszowa, Torunia i Zielonej Góry.

 

Wyścig do Zielonej Góry dotarł w niedzielę, 19 maja. Nasza ekipa jechała w niebieskich koszulkach liderów drużynowych. Tego nikt wcześniej się nie spodziewał. „Gazeta Zielonogórska” apelowała do mieszkańców, by posprzątali otoczenie swoich domów i przystroili je flagami narodowymi. Finisz zaplanowano na stadionie przy ul. Sulechowskiej, gdzie przyszło 20 tys. kibiców.

Peleton jechał ulicami miasta – fotograf uchwycił go na ul. Wrocławskiej, przed skrzyżowaniem z ul. Sienkiewicza – Fot. Zbigniew Rajche

Bilety w cenie 6, 12 i 20 zł sprzedano w komplecie. Już o 15.00 całkowicie zamknięto drogę z Zawady do Zielonej Góry. Na stadion ostatnich kibiców wpuszczano o 16.00. O 17.00 mieli pojawić się pierwsi kolarze. Kapitan naszej drużyny, Fornalczyk, opowiadał później: – 500 metrów przed metą zobaczyłem, że Józek Beker ucieka, odjeżdża lewą stroną a za nim jechali Belgowie. Przyłączyłem się do nich i kiedy już rywale jechali za mną, zwolniłem. Józek odskoczył. Musimy potrenować ten wariant rozgrywania finiszu.

Przy ogromnym dopingu, Polak jako pierwszy wjechał na stadion, z kilkunastometrową przewagą nad najlepszym sprinterem wyścigu – Belgiem Haeseldonck. – Czułem się silny i zaatakowałem. Rywale pozostali w tyle. Na finiszu bardzo się zdenerwowałem, gdy spojrzałem na wirażu poza siebie, zobaczyłem zbliżającego się kolarza w fioletowej koszulce. Wiedziałem, że jest to ten słynny z szybkości Belg. Na szczęście nie zdołał mnie dogonić – mówił tuż po finiszu Józef Beker. – Cieszę się, że wreszcie udało mi się wywalczyć pierwsze indywidualne zwycięstwo dla naszych barw. Przełamałem złą passę i teraz uśmiechnie się szczęście do kolegów.

– Byłem z tatą na stadionie na Sulechowskiej, jak wygrał Józef Beker – wspomina Marian Ekiert. – Pamiętam jak ludzie byli podnieceni. I ja też. Jaki był olbrzymi doping, bo wjechał na stadion jako pierwszy, ale tuż za nim nie pamiętam, czy to Ruski, czy Niemiec deptali mu po piętach. Napięcie było aż do mety. I szał radości na trybunach. Do dziś mam to wspomnienie.

Józef Beker udziela wywiadu na stadionie tuż po wygranym wyścigu
Tomasz Czyżniewski
codziennie nowe opowieści i zdjęcia
Fb.com/czyzniewski.tomasz