Kiedy w poprzednim artykule zapowiadaliśmy mecz Lechii z LKS-em Goczałkowice Zdrój, firmowaliśmy ten pojedynek jako starcie zielonogórzan z drużyną Łukasza Piszczka…

…nie przypuszczaliśmy jednak, że gwiazdor Borussi Dortmund osobiście pojawi się na meczu w roli II trenera rywala zielonogórzan! Piszczek był wpisany w protokół meczowy, czyli mógł znaleźć się w gronie osób uprawnionych do przebywania na ławce rezerwowych gości. A że pierwszy trener beniaminka III ligi, Piotr Ćwielong (były piłkarz m.in. Śląska Wrocław – dop. mk), łączy pracę szkoleniową z graniem, to były reprezentant Polski dyrygował poczynaniami goczałkowiczan w Zielonej Górze zza linii bocznej. – Dostaliśmy parę dni wolnego, dlatego mogłem się tutaj pojawić – wyjaśnił po meczu „Piszczu”, który z Zielonej Góry wyjeżdżał zadowolony. Jego macierzysty klub, z którego ruszył w wielki piłkarski świat wygrał z Lechią 3:1. Na osłodę gospodarzom pozostaje fakt, że bramka Jakuba Babija z rzutu wolnego była ozdobą spotkania, co zresztą nie uszło uwadze 66-krotnego reprezentanta kraju, który skomplementował także grę zielonogórzan. – Drużyna przeciwna nie czekała z tyłu, fajnie „pressowała”, co bardzo mi się podobało – zauważył trener Piszczek, który przez większą część spotkania na stojąco obserwował i reagował na poczynania graczy ze Śląska. – Chcę podpowiadać tyle, ile mogę. Mamy zawsze jakiś plan na dany mecz – stwierdził gwiazdor BVB. Czynny piłkarz czołowego klubu Europy w Zielonej Górze? I to jeszcze w charakterze – w pewnym sensie – przeciwnika naszej drużyny? To nie zdarza się często!

(mk)