Choć w Zielonej Górze w ostatnich tygodniach koronawirus dał o sobie znać w sposób spektakularny, szczęście w nieszczęściu nas nie opuściło.

Pod koniec lipca koronawirusa zdiagnozowano u pracownika zielonogórskiego marketu budowlanego. Sklep odkażono, pracowników i ich rodziny skierowano na kwarantannę i przebadano. Łącznie aż 77 osób. Wyniki okazały się negatywne. Wszystkie. W drugim tygodniu sierpnia bardzo podobna historia zdarzyła się w jednym ze sklepów Focus Mall. I znów: sklep zamknięto, odkażono, wymieniono pracowników, a tych z tzw. „kontaktu” posłano na kwarantannę wraz z rodzinami. 64 osoby przebadane, żadna nie złapała wirusa.

Tego samego dnia patogena wykryto u radnego sejmiku wojewódzkiego Łukasza Mejzy, był po urlopie. Wrócił na kilkugodzinną nadzwyczajną sesję sejmiku, potem na szkolenie radnych w Wiejcach, na którym było pracowicie, ale i trochę integracyjnie. Prawie wszyscy członkowie zarządu województwa, radni sejmiku, niektórzy pracownicy urzędu marszałkowskiego i inne osoby z „kontaktu” oraz ich rodziny trafili na kwarantannę. Jak informuje Katarzyna Wojciechowska z biura wojewody lubuskiego, do wczoraj (20 bm.) przebadano 33 osoby, nadal jedna osoba wykazana była jako zakażona. Radny Mejza. – Procedura trwa nadal, około 70 osób pozostaje w kwarantannie, czekają na wyniki. Dopóki sanepid nie poda ostatecznych statystyk i nie wyda decyzji dla tego ogniska, wszystko może się zdarzyć – zastrzega K. Wojciechowska.

Ledwo oswoiliśmy się z sytuacją w sejmiku lubuskim, gdy o zakażonym anestezjologu poinformował szpital w Zielonej Górze. Do odwołania wstrzymano planowe przyjęcia do tutejszego Klinicznego Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii, zawieszono działanie Centrum Urazowego, czterech pacjentów OAiIT przekazano do szpitali w Gorzowie Wlkp., Sulechowie i Nowej Soli, na wypadek konieczności przeprowadzenia pilnych zabiegów stworzono „czysty” zespół anestezjologiczny z lekarzy, którzy z zakażonym nie mieli kontaktu. Szpital we własnym zakresie przebadał ponad 140 pracowników i pacjentów, którzy mogli mieć kontakt z chorym lekarzem. Wyniki w stu procentach negatywne.

– Mamy dobre wieści. Anestezjolodzy wrócili do pracy. W czwartek o godz. 8.00 uruchomiliśmy nasze jedyne w województwie Centrum Urazowe i przywróciliśmy zabiegi planowe. Możemy mówić o zażegnanym kryzysie – mówi Robert Kowalik ze szpitala uniwersyteckiego. A prezes zarządu szpitala Marek Działoszyński na konferencji prasowej marszałka województwa reasumuje: – Ten przykład pokazuje, że nie dysponujemy rezerwami kadrowymi w momentach kryzysowych.

W czwartek 46 pracowników szpitala i osoby z kontaktu nadal przebywały w kwarantannie, 6 osób pod nadzorem epidemicznym. 25 osób przebadano, 21 osób czekało na badania (dane LUW). Jak dotąd jedna osoba zarażona. Anestezjolog, od którego to wszystko się zaczęło… Niejeden powątpiewa: – Czterech zarażonych, przebadanych grubo ponad stu zielonogórzan, którzy się z nimi kontaktowali i wszyscy zdrowi? Mamy farta, a może to wirus nie jest aż tak zgryźliwy, jak mówią? – Wielu o to pyta, nie pani pierwsza. Ale to nie tak – mówi K. Wojciechowska i wyjaśnia za sanepidem: – Gdy mamy do czynienia z „kontaktami z kontaktów” ekspozycja wirusa jest już słabsza.

Czyli jednak – mieliśmy szczęście. 20 sierpnia w Polsce znów odnotowano więcej zakażeń. W Lubuskiem nie lepiej, zachorował 619. Lubuszanin, doszły dwie osoby zakażone z powiatu zielonogórskiego i cztery z Zielonej Góry. Uważajcie na siebie!

(el)