Istne szaleństwo – wszystkie zielonogórskie pagórki zamieniły się w stoki narciarskie. Kto żyw, ruszył z dziećmi zażywać uroków zimy, bo za chwilę przecież śnieg może zniknąć… My cofnijmy się o 40-50 lat i powspominajmy.

– Czyżniewski! Na dworze jest biało, jak już nie możesz zabrać się do mycia patelni, to pokaż jak kiedyś dzieciaki bawiły się na śniegu – zarządziła moja małżonka. Ona w młodości ślizgała się na pagórkach przy ul. Batorego i Źródlanej. Ja nie miałem tak dobrze – na mojej kochanej Wesołej trasy saneczkowe liczyły po kilka, kilkanaście metrów. Dlatego mały Tomaszek ciągnął sanki na Wzgórza Piastowskie, żeby sobie pojeździć na wałach przy starym amfiteatrze. Gdzieś dalej była Tatrzańska. Gdzie kiedyś się ślizgaliśmy? Oddaję głos czytelnikom piszącym na Facebooku. Zamieszczone na stronie zdjęcia Bronisława Bugla zostały zrobione na Tatrzańskiej.

fot. Bronisław Bugiel
fot. Bronisław Bugiel

Wojtek Andresz: – Z Tatrzańskiej zjeżdżałem na butach podbitych linoleum, początek lat 70. Teraz bym nie zjechał.

Agnieszka Hryniewicz: – I cudny tor saneczkowy, gdzie prułam z Tatkiem.

Ha Na: – A jaki on był wtedy dłuuuuugiii…

Bartosz Łusiak: – W lesie za WSI, w kierunku ogródków działkowych, też były wspaniałe warunki.

Mirek Wiktorowicz: – Tornistry produkowano z takich substancji, które wyjątkowo dobrze spisywały się na ubitym śniegu lub lodzie.

Agnieszka Paraska Spiak: – Plastików nie było, za to worki z budowy i owszem. Pod SP2 to był ulubiony środek transportu do zjeżdżania podczas przerw.

Waldemar Winiarczyk: – Jędrzychów też miał swoje górki, małą – stoi kościół i dużą – wybudowano kilka domków. W latach 80. był szał.

fot. Bronisław Bugiel
fot. Bronisław Bugiel

Agnieszka Konieczna: – W Parku Braniborskim, tuż za SP7, mieliśmy trzy dobre górki, jedną z nich był tzw. „Szatan”. Kiedy miałam osiem lat bardzo się go bałam, ale potem to już poooooszło. „Szatan” był stromy i przebiegał po wystających gałęziach drzew. Można było na nim połamać sanki! Nie moje! Moje były spawane na zamówienie w Zastalu. A za dzisiejsze „jabłuszka” służyły białe pokrywy od pojemników na mięso, podkradane z zaplecza sklepu.

Barbara Siwak: – Za kościołem Matki Boskiej też kiedyś była fajna górka do zjeżdżania. Zjeżdżało się na sankach, butach i tornistrach.

fot. Bronisław Bugiel

 

Danuta H. Wierzbicka: – Niektórzy próbowali też w parku jazdy na nartach. Nowicjusze narciarstwa mniej jeździli na nartach, a więcej na…

Vicker Tom: – Ja zjeżdżałem z górki przy Palmiarni na tyły obecnego Urzędu Marszałkowskiego. Najpierw z ojcem na sankach, później – jak trochę podrosłem – sam, na butach. Zdzierało sie podeszwę w butach tak, że była gładka jak płytka linoleum. Fajnie też było w Parku Tysiąclecia. A w połowie lat 80. już na „Tatrze”, też na butach i na takich ślizgaczach, które się przypinało paskami do butów… i wszyscy żyjemy.

fot. Bronisław Bugiel
fot. Bronisław Bugiel

Jarek Zieliński: – Na naszym os. Piastowskim Tatrzańska zimą była chyba najbardziej obleganym miejscem zabaw. Jazda na nartach, butach, sankach, na wszystkim na czym można było osiągnąć dobrą prędkość, jadąc w dół. Drugim supermiejscem do zjeżdżania na sankach była skarpa pod amfiteatrem, między wieżowcami.

Bogna Lechowska: – To były piękne czasy. Bez bielizny termoaktywnej, przemoczony do szpiku, właściwie sztywny, śmigał człowiek do nocy na „Tatrze”. Rodzicom nawet nie przyszło do głowy być tam z nami, ani nie musieli się obawiać, że po ciemku człek po lesie ganiał, bo całe osiedle szkodników tam było. Łza w oku mnie się zakręciła. Ach, cóż to była za wolność.

fot. Bronisław Bugiel
fot. Bronisław Bugiel

 

Tomasz Czyżniewski
Codziennie nowe opowieści i zdjęcia
Fb.com/czyzniewski.tomasz