George King dołączył do Stelmetu Enei BC Zielona Góra. Amerykanin ma już za sobą debiut w wygranym meczu z BM Slam Stalą Ostrów Wielkopolski 99:90. Transfer to zasługa Przemysława Zamojskiego, który niebawem pojedzie walczyć o Igrzyska Olimpijskie.

Zamojski to reprezentant Polski w koszykówce 3×3. Poprzednie lato spędził na graniu w tę odmianę basketu. Efekt? Znakomity! Biało-czerwoni zostali brązowymi medalistami mistrzostw świata i w nagrodę powalczą o bilety do Tokio. „Koszykarz zielonogórskiego klubu na Igrzyskach Olimpijskich” – brzmi dumnie, prawda? By tak się jednak stało, pomyślnie trzeba przejść kwalifikacje, a zgodę na udział w nich musiał wyrazić zielonogórski klub. To przecież pełnia sezonu! I wyraził, wychodząc z założenia, że udział w zawodach pod flagą olimpijską to najlepsze, co może się zdarzyć każdemu sportowcowi.

Jednocześnie klub musiał się zatroszczyć o zastępstwo na czas udziału „Zamoja” w kwalifikacjach. Wejść w buty 33-latka będzie ciężko. Tym bardziej, gdy koszykarz prezentuje taką skuteczność, jak w meczu przeciwko Stali, której rzucił sześć „trójek”. Zespół zielonogórzan Zamojski opuści w połowie lutego, po pucharowych zmaganiach w Warszawie. Na jak długo? Będzie to zależeć od tego, czy i jak szybko biało-czerwoni wywalczą awans. Pesymistyczna wersja zakłada, że „Zamoja” nie będzie około dwóch miesięcy. Optymistyczna połowę tego okresu.

– My nie szukaliśmy zawodnika, to konieczność – zaznaczył Žan Tabak. – Ja też jestem patriotą i rozumiem, jak ważne jest reprezentowanie narodowych barw. Rozumie to też właściciel klubu, choć to trudna decyzja. Ja na samym początku nie chciałem nawet o tym słyszeć.

Zastępstwo już przyjechało. George King trafił przeciwko ostrowianom dwa rzuty za 3 punkty, zebrał 6 piłek, jawiąc się graczem takim, jakim opisywał go jeszcze przed debiutem trener Tabak, czyli dobry strzelec, grający dobrze w obronie i bardzo atletycznie. Po pierwszym meczu kibice piali z zachwytu nad skocznością zawodnika, mówiąc, że w nogach ma sprężyny!

Rzucony został od razu na głęboką wodę. To nie był epizod, tylko ponad 17,5 minuty w meczu o ligowe punkty. – Jesteśmy zespołem, który praktycznie nie trenuje. Gdy prowadzimy różnicą 20 punktów, potrzebuję coś sprawdzić, przećwiczyć. My nieustannie jesteśmy w podróży, zmęczeni. Muszę pewne elementy przetestować w meczu – dodał Tabak.

W tę niedzielę, 26 stycznia zielonogórzanie zmierzą się w kazachskim Nur-Sułtanie z Astaną. Pojedynek rozpocznie się o… 10.00 rano naszego czasu. To druga najdalsza wyprawa po Krasnojarsku. Na Syberii zielonogórzanie wygrali, choć jak przyznali, wyprawę odczuli pięć dni później, gdy ulegli Unicsowi Kazań 89:100 w hali CRS. Trzy dni po meczu z Astaną Stelmet zagra w Warszawie z Legią.

(mk)