Życie w czasach epidemii łatwe nie jest, także dla sportowców. Pływak Jakub Skierka nie wskakuje już do basenu. Treningi ma bowiem w… garażu.

Igrzyska Olimpijskie w Tokio odbędą się od 23 lipca do 8 sierpnia przyszłego roku. W olimpijskiej historii znicz gasiły tylko wojny, teraz koronawirus doprowadził do przesunięcia zmagań. – Ja byłem przekonany, że igrzyska nie odbędą się w planowanym terminie – przyznaje Jakub Skierka, zawodnik Towarzystwa Pływackiego Zielona Góra. Jednak po oficjalnym ogłoszeniu decyzji o przełożeniu olimpiady poczuł ulgę. – Wszyscy byli zestresowani, bo była wielka niewiadoma. Na początku byłem zły, teraz już emocje opadły – dodaje zawodnik.

Decyzję o przesunięciu traktuje jako dodatkową bonifikatę czasową na jeszcze lepsze przygotowania. – Z roku na rok jestem coraz lepszy i silniejszy. Rozwijam się, ale wiadomo, że od dłuższego czasu nastawiałem się na ten rok. Trudno, trzeba żyć dalej – mówi.

Gdy przerwano treningi i zamknięto pływalnię, najpierw powrócił do rodzinnych Kartuz. Długo tam jednak nie usiedział. Po tygodniu wrócił do Zielonej Góry, by jak mówi, być bliżej trenera Jacka Miciula. Jak wyglądają treningi pływaka bez basenu? – Mam dwa dwugodzinne treningi w… garażu – wyznaje. – Trener zaordynował mi dużo ćwiczeń z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała. Jest dużo brzuszków, pompek i przysiadów. Jakoś sobie radzimy. Wody to nie zastąpi, ale lepsze takie treningi niż bezczynność.

Są też małe pozytywy trudnej sytuacji. Zwykle pływacy bladym świtem meldują się w basenie, natomiast garażowe zajęcia zaczynają się dwie godziny później. – Sam jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało, gdy już będzie można wskoczyć do wody i potrenować normalnie. Niektórym taka przerwa robi nawet dobrze. Pytanie, ile to jeszcze potrwa – zastanawia się J. Skierka.

Czas pomiędzy treningami wykorzystuje na nadrabianie zaległości książkowych, serialowych, ale i naukowych. – Chcę się zapisać na kurs prawa jazdy w innej kategorii. Jakiej? Jeszcze się zastanawiam – kończy pływak.

(mk)