– Takich zawodów jeszcze w Zielonej Górze nie było – zapewnia Jacek Tarczyło, który wspólnie z Anną Miadzielec wygrał wszystko, co było do wygrania w rock and rollu akrobatycznym. Teraz wciela się w rolę organizatora i sędziego.

W ten weekend, 7-8 grudnia halę CRS opanują tancerze, którzy w swoich występach łączą rywalizację, sztukę i akrobacje. Zieloną Górę, w środowisku rock and rolla akrobatycznego, przez lata sławili swoimi występami Anna Miadzielec i Jacek Tarczyło. Sięgali po mistrzostwa świata, puchary , czy złote medale Igrzysk Sportów Nieolimpijskich – World Games. Teraz sami ściągną najlepszych tancerzy do Zielonej Góry. W jeden weekend „upchają” mistrzostwa i puchar świata. – W sobotę mamy cztery kategorie, w tym mistrzostwa świata par, puchar świata kobiet i juniorów oraz duo-show. W niedzielę będzie finał pucharu świata i tu zatańczy 20 najlepszych par na świecie. Będą walczyć o kryształową kulę – wylicza J. Tarczyło. To ostatnie zawody, które wieńczą rock and rolla akrobatycznego na całym świecie. Organizatorzy spodziewają się blisko tysiąca tancerzy.

Prym niezmiennie wiodą Rosjanie. Oni są głównymi faworytami i oni najczęściej zgarniają pełną pulę. Przez lata czoła stawiali im Anna i Jacek. Zielonogórski duet, choć nie tańczy już o medale, to wciąż prezentuje swoje umiejętności na pokazach. – Trenujemy, staramy się jakąś formę utrzymać. Spotykamy się ze dwa, trzy razy w tygodniu i dajemy pokazy, bo ludzie nadal chcą nas oglądać – dodaje tancerz, który wraz z Anną szkoli również następców. – Brakuję trochę tych zawodów. Gdy wychodzimy na scenę przy okazji jakiegoś pokazu, to mówię często do Ani: To jest to! Ten stres, ta adrenalina. Na pewno tego brakuje – przyznaje J. Tarczyło.

Geografia rock and rolla akrobatycznego wciąż zawęża się głównie do Europy. Zielonogórscy tancerze starają się wcielać w role ambasadorów. Stąd próby spopularyzowania tej dyscypliny w Stanach Zjednoczonych czy na kontynencie azjatyckim. Zielonogórzanie tańczyli też na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. – Promujemy, walczymy. Musi to zobaczyć cały świat – uważa J. Tarczyło. – Uważam, że to bardzo fajny, taneczny sport, który robi wrażenie na widzach. Powinniśmy nim wszystkich zarażać. Na pewno na igrzyskach za cztery lata jeszcze go nie będzie. A za osiem lat? Mam nadzieję, że będziemy już bliżej sukcesu.

W ten weekend w hali CRS Jacek Tarczyło wystąpi w roli… sędziego. – Po karierze zawodowej zdałem egzamin na sędziego międzynarodowego i teraz zadebiutuję w tej roli – zdradza utytułowany tancerz. Na pytanie, czy mocno wytyka błędy przyznaje: – Jak są, to nie mam wyjścia! Trzeba się stosować do regulaminu.

(mk)