Dzisiaj okrągła, 50 rocznica Grudnia ‘70. Wtedy wojsko i milicja strzelały do robotników. Zdjęcie pokazujące pochód niosący na drzwiach zabitego stoczniowca stało się symbolem tej tragedii. Zginął 17 grudnia 1970 r. Pochodził z Zielonej Góry – pisze Tomasz Czyżniewski.

Obraz może zawierać: 1 osoba(ten tekst opublikowałem w 2009 r. w „Gazecie Lubuskiej”.)
Nie słyszeliście nigdy o Zbyszku Godlewskim? A o bohaterze słynnej „„Ballada o Janku Wiśniewskim” słyszeliście? To jedna i ta samo osoba. Te zdjęcie pokazywały chyba wszystkie telewizje świata i największe gazety. Powtarzane jest prawie w każdym programie o wydarzeniach na Wybrzeżu w 1970 r. Wtedy, chcąc stłumić demonstrację niezadowolonych stoczniowców, milicja i wojsko strzelały do ludzi. Zginęło kilkadziesiąt osób.

Jednym z nich był 18-letni Zbyszek Godlewski. Zginął o 9.40 na wiadukcie w Gdyni. Zwłoki demonstranci położyli na drzwi i pomaszerowali przez Gdynię do urzędu miejskiego.
To jemu poświęcona jest „Ballada o Janku Wiśniewskim”. Autor piosenki Krzysztof Dowgiałło nie znał nazwiska ofiary, dlatego użył symbolicznego nazwiska: Janek Wiśniewski.

– Chciałem zielonogórzanom podziękować za to, co zrobili. Po 39 latach, dopięli swego. Jest tablica pamiątkowa tu, gdzie Zbyszek przyszedł na świat. Za to wam serdecznie dziękuję – przemawiał wczoraj Eugeniusz Godlewski. Wraz z żoną Izabelą przyjechał specjalnie do Zielonej Góry. Państwo Godlewscy mieszkali tutaj przez pięć lat. Eugeniusz Godlewski był wojskowym i co pewien czas był przerzucany z garnizonu do garnizonu. W połowie lat 50. rodzina przeniosła się do Żagania, później pod Łódź, by w końcu trafić do Elbląga. I stamtąd rankiem 17 grudnia 18-letni Zbyszek pojechał do pracy. I już nie wrócił.

– Następnego dnia otrzymaliśmy telegram, że Zbyszek nie żyje. Wszystko widział jego kolega Kazik. Nie mogliśmy się niczego dowiedzieć. Telefony były zablokowane, milicja nie wpuszczała na pocztę – wspomina.
Godlewscy w sobotę pojechali do Gdyni. Nigdzie nie mogli znaleźć syna. Wędrowali od szpitala do szpitala. W końcu dowiedzieli się, że syna zabrano do szpitala w Redłowie. Tu jednak nikt nie chciał nawet pokazać zwłok.
– Musicie mieć zgodę prokuratora – usłyszeli.
– Państwo z Elbląga? Przyjdźcie w poniedziałek. W prokuraturze dobrze wiedzieli o kogo chodzi. I się nie zgodzili – tłumaczy Godlewski. Jednak nie musieli czekać do dwa dni. W niedzielę ok. 20.00 pod dom zajechała nyska. „Zabieramy was na pogrzeb syna” – usłyszeli.

– Pogrzeb odbył się ok. 22.00 w asyście księdza i dwóch sąsiadów – Godlewski spogląda gdzie jest żona. – Nie pozwolili nam ubrać syna. Zobaczyłem go dopiero w trumnie. Bali się, że jako wojskowy prawidłowo ocenię rany.
Jednak na prośbę rodziny urzędnicy wydali zakrwawione rzeczy Zbyszka. – Gdy żona poszła spać, rozłożyłem je na podłodze. Jeden strzał dostał w brzuch – pokazuje palcem. – Druga kula utkwiła w klatce piersiowej, a trzecia – prawdopodobnie rykoszet – zraniła go powyżej ucha. Przy rzeczach syna siedział jego pies i wył. Nie pokazałem ubrania żonie. Zwinąłem je i natychmiast spaliłem.
Na zielonogórski trop w życiu Godlewskiego wpadł dyrektor Archiwum Państwowego Tadeusz Dzwonkowski. – To on zainspirował mnie i Marka Kamińskiego do złożenia wniosku o nazwanie ulicy imieniem Zbyszka Godlewskiego – mówi radny Jacek Budziński.Krótką uroczystość, na która przyszło kilkadziesiąt osób rozpoczęła wiceprezydent Wioleta Haręźlak, przypominając krótki życiorys patrona ulicy, który został zamieszczony na specjalnej tablicy.

Jednak nie ma na nim słowa o bohaterze ballady Janku Wiśniewskim. – Mógłby być na tablicy, ale jest równie dobrze, gdy go nie ma – skomentował E. Godlewski, który przed laty miał pretensję, że w Gdańsku jest ulica Janka Wiśniewskiego, a o jego synu zapomniano.
– Kiedy słucham tej ballady to zawsze łza kręci mi się w oku – dodaje po chwili.
Na uroczystość przyszła też mieszkająca w Zielonej Górze rodzina. – To mój kuzyn, razem się wychowywaliśmy w domu przy ul. Kożuchowskiej – mówi Marian Hypki.
Obok stoją Bożena i Kazimierz Grabowscy. – Zbyszek bywał u nas. Ostatnie lato, w sierpniu, spędził u swojej babci, która mieszkała tuż obok – opowiadają.
Ul. Godlewskiego łączy ul. Zachodnią z Wyszyńskiego. Nikt przy niej nie mieszka.
Cytat z „Ballady o Janku Wiśniewskim” :

Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni
Dzisiaj milicja użyła broni,
Dzielnieśmy stali, celni rzucali
Janek Wiśniewski padł.
Nie płaczcie matki, to nie na darmo
Nad stocznią sztandar z czarną kokardą
Za chleb i wolność, i nową Polskę
Janek Wiśniewski padł.
fot. archiwum IPN
facebook Tomasz Czyżniewski