– Nie wiem, jak zacząć to podsumowanie – rozkładał ręce po meczu z Pogonią Przyborów Michał Grzelczyk, trener Zorzy Ochla. Jego zespół przegrał 1:3 z rywalem, który stworzył sobie… Trzy sytuacje strzeleckie.

Z czego pierwszą już w piątej minucie, a którą na gola zamienił Piotr Serafin. Po straconej bramce Zorza prowadziła grę, miała inicjatywę i udokumentowała ją tuż przed przerwą trafieniem Tomasza Godzisza. W drugiej połowie już z górki? Nic z tych rzeczy! To Pogoń zdobyła jeszcze dwa gole, w tym jednego z rzutu karnego, a Michał Grzelczyk zamiast strzelanych przez Zorzę bramek, zobaczył czerwone kartki dla swoich graczy. Bezpośrednio ujrzał ją Radosław Słonecki oraz bramkarz Oskar Blinkiewicz – za drugą żółtą, którą z kolei obejrzał za faul w polu karnym.

– Może trzeba wcześniej wyjść na boisko, zrobić mocną rozgrzewkę i jeszcze bardziej się pobudzić – zastanawiał się trener Zorzy. To nie była pierwsza niechlubna porażka beniaminka zielonogórskiej „okręgówki” w tym sezonie. Dwie kolejki wcześniej Zorza prowadziła już ze Spartą Grabik 5:2, by przegrać… 6:7. Przebieg meczu był tak spektakularny, że o drużynie z Ochli wspomniał nawet jeden z ogólnopolskich portali sportowych.

– Nerwy są konsekwencją tego, że zespół czuje, iż traci kontrolę nad meczem. Ale to dzieje się na własne życzenie. Wtedy zaczynają się głupie pomysły, a skutkują stratami, kartkami, czy rzutem karnym – dodał trener.

Zorza, po trzeciej z rzędu porażce, w tabeli wyprzedza jedynie dwa zespoły. – Nie możemy wymyślać kwadratury piłki. W taki sposób wtapialibyśmy także mecze w B-klasie – kończy gorzko M. Grzelczyk.15

(mk)