Zdjęcie przedstawiające młodzieńca powstało półtora wieku temu w jednym z zielonogórskich atelier. To unikat, bo za młodzieńcem widać panoramę Grünbergu z około 1865 r. Może ktoś poznaje ten budynek?

– Czyżniewski! Na dolnym zdjęciu masz jeden dom. Jest trochę niewyraźny. Tę samą willę widać na górnym zdjęciu, po prawej stronie – nie wiem, jak ona to robi, ale moja żona jednocześnie komentuje oglądane zdjęcia i sprawdza na patelni jakość mojej pracy na zmywaku. Tym razem egzamin zdałem celująco. Mogę się zająć dawną Zieloną Górą.

– Właśnie przysłali mi to zdjęcie z Ameryki. To rarytas! Nie mam czegoś takiego w swoich zbiorach – cieszy się Bartłomiej Gruszka, z którym od kilku odcinków wędrujemy po dawnej Zielonej Górze śladami fotografów. Nasz przewodnik właśnie kończy pisać książkę na temat przedwojennych atelier. Ukaże się ona na początku przyszłego roku. Wraz z Aliną Polak-Woźniak przygotował również wystawę w Muzeum Ziemi Lubuskiej.

Oglądamy zdjęcie. Elegancki młodzieniec w płaszczu położył kapelusz na studyjnym stoliku. Znamy takie ujęcia. Zaskakuje tło. Widzimy za nim panoramę Zielonej Góry. – Zdjęcie powstało w atelier Ottona Linckelmanna. Był on fotografem, malarzem i litografem. Zakładam, że sam namalował obraz stanowiący tło do zdjęcia. Zamiast jakiegoś sielskiego obrazka umieścił charakterystyczny, zielonogórski budynek. Nie znam drugiego takiego przypadku, a mam ponad 100 zdjęć zrobionych w zielonogórskich atelier – wyjaśnia B. Gruszka. – Zdjęcie powstało w latach 1865-70. Nie ma na nim daty wykonania.

Ze zbiorów Bartłomieja Gruszki
Zdjęcie autorstwa Ottona Linckelmanna wykonane w latach 1865-70. Nieznany młodzieniec. Za nim willa widoczna na górnym zdjęciu.

Linckelmann urodził się w 1823 r. w Straslundzie. Zmarł w 1912 r. w Grünbergu. Swój zakład, nazwany Photographischen Institut, otworzył 161 lat temu. W bliżej nieokreślonym miejscu przy dzisiejszej ul. Moniuszki.

– W dniu dzisiejszym otwarcie instytutu fotograficznego – reklamował się w „Grünberger Wochenblatt”. – Portery w różnych wielkościach i cenach wykonuję codziennie, latem w godzinach od 8 do 16, zimą od 9 do 14. Otto Linckelmann. Grünberg, 17 lutego 1858 r.

Jak widać fotograf mocno był uzależniony od aury. Zdjęcia mógł robić przy dobrym świetle dziennym.

10 lat później, w kolejnych ogłoszeniach, Linckelmann reklamował przenosiny swojej firmy do nowowybudowanego atelier obok skrzyżowania dzisiejszej ul. Drzewnej z Sowińskiego. Duże, przeszklone atelier znajdowało się na tyłach budynku. Zakład funkcjonował w tym miejscu przez kilkadziesiąt lat aż do II wojny światowej, wielokrotnie zmieniając właścicieli.

Reklama atelier Linckelmanna z września 1866 r.

Wróćmy do zdjęcia tajemniczego młodzieńca. Nie wiemy kim on był. Dlaczego sfotografował się na tle charakterystycznej willi?

Są dwie możliwości: przez przypadek lub jest to celowy zabieg.

– Może na zdjęciu jest ktoś z rodziny Försterów? – zastanawia się B. Gruszka. Żeby tę hipotezę wyjaśnić, przenosimy się na wzgórze Löbtenz, czyli dzisiejszą al. Słowackiego. Półtora wieku temu królowały tutaj pola, ogrody i winnice. To było jedno z najlepszych miejsc widokowych w dawnej Zielonej Górze.

– A ja postawię tutaj jeszcze wieżę – zadecydował radca Friedrich Förster, jeden z najbogatszych zielonogórzan epoki. Wieża miała być elementem niewielkiej willi. Nie wiemy, co kierowało miejscowym krezusem. F. Förster był jednym z inicjatorów i fundatorów Wieży Braniborskiej, która powstała w 1860 r. Umieszczono na niej teleskop do obserwacji nieba. Przy zakupie sprzętu doradzał Wilhelm Förster, późniejszy szef obserwatorium astronomicznego w Berlinie (dzisiaj jego imienia). Jego brat August obsługiwał ten sprzęt. Rodzina interesowała się astronomią. Może dlatego senior Förster, decydując się na budowę domu przeznaczonego dla dzieci postawił również wieżę? Miała służyć do obserwacji nieba, a może tylko do podziwiania pięknych widoków Zielonej Góry? Willa powstała w 1864 r. Na pewno jej właściciele mogli z góry obserwować nowe, zielonogórskie zjawisko – miasto świecące nocą. 1 października 1864 r. uruchomiono lampy gazowe oświetlające ulice.

Po latach tuż przy domu przebiegała promenada spacerowa, na której zamontowano ławki. Siedząc na nich można było podziwiać panoramę miasta. Po wojnie wieżę przebudowano, zmieniając jej wygląd. Miała większy taras i zadaszone pomieszczenie, które było przeznaczone dla milicjantów obsługujących rezerwową stację nadawczą pobliskiej Komendy Wojewódzkiej MO. Dzisiaj budynek jest prywatną własnością.

– Może jeden z Försterów chciał mieć zdjęcie z willą, a ponieważ fotografowanie w terenie nie było łatwe, Linckelmann ją namalował – zastanawia się B. Gruszka.

Jest też inna możliwość. 150 lat temu nowy budynek był dobrze widoczny z miasta. Nie zasłaniały go budynki postawione przy ul. Sienkiewicza, bo… ich po prostu jeszcze nie było. Malarz uznał, że to ciekawy motyw. Która teoria bardziej wam się podoba? Wybierzcie sami.

 

Tomasz Czyżniewski

codziennie nowe opowieści i zdjęcia

Fb.com/czyzniewski.tomasz