W normalnych warunkach mielibyśmy za sobą dwie ligowe kolejki i bylibyśmy w trakcie trzeciej. Na horyzoncie byłyby już także zmagania indywidualnie, takie jak Grand Prix. Tymczasem żużlowcy, tak jak wszyscy, żyją w oczekiwaniu. Czy i kiedy nadejdzie normalność?

W przypadku przedstawicieli czarnego sportu normalność oznacza rywalizację. Większość, na samym początku marca, miała okazję odpalić motocykle, które po pierwszych treningach zostały jednak przymusowo zgaszone. Okres hibernacji trwa już ponad miesiąc. – Najgorsza w tym koronawirusie jest bierność – uważa Michał Korościel, komentator żużla w Eleven i Eurosporcie. – Na świecie było dużo kryzysów i tragicznych wydarzeń takich, jak atak na wieże World Trade Center, czy katastrofa smoleńska, jednak w tamtych okolicznościach można było coś robić. Planować kalendarze, przekładać, zmieniać. Teraz nie możemy nic. Co z tego, że sobie zaplanujemy coś w czerwcu, czy w lipcu, jeśli nie wiadomo, czy to się odbędzie.

Większym optymistą jest Jacek Frątczak. Były żużlowy menadżer, a obecnie ekspert, twierdzi, że taśma pójdzie w górę na początku czerwca, choć bez kibiców na trybunach. – To będzie największy problem i trudno nam to będzie zaakceptować. Ja uważam, że choćby „byle jak”, ale liga musi pojechać w tym roku. W mojej ocenie ważniejsze będą kwestie spadków i awansów, niż temat mistrza kraju – twierdzi były menadżer klubów z Zielonej Góry i Torunia.

Żużlowcy i kluby odczują ekonomiczne skutki epidemii. Przed działaczami i zawodnikami trudne rozmowy. – Najważniejsze będzie to, żeby znaleźć kompromis. Pewnie będą jednostki oderwane od rzeczywistości, ale dzisiaj głównie chodzi o to, żeby przetrwać – dodaje J. Frątczak.

W dobie głodu żużla telewizje fundują kibicom powtórki, ale też programy, w których prowadzone są rozmowy o przyszłości i próby nakreślenia żużlowych realiów po epidemii. Niektóre głosy wieszczą uzdrowienie finansowych realiów w czarnym sporcie. – Wolelibyśmy, żeby proces wyciągania wniosków nie postępował w tak drastycznych okolicznościach, ale taka refleksja pewnie nastąpi – zaznacza były menadżer, który przyznaje jednocześnie, że stawki były rozchwiane do nieakceptowalnych rozmiarów.

Oczy większości zwrócone są na PGE Ekstraligę, ale żużlowe kalendarze to nie tylko jazda w Polsce, również w turniejach takich, jak te o mistrzostwo świata. – Wiadomo, że sezon Grand Prix będzie redukowany i cały się nie zmieści. Jeśli miałby ruszyć w maju, to jeszcze byśmy coś wyczarowali. A jeśli mielibyśmy ruszyć później, to zacznie się liczenie i redukowanie strat – przyznaje M. Korościel. Jak wyłonić mistrza świata? Ile głosów, tyle pomysłów. Wielu chciałoby już jednak wdrożenia pomysłów w życie, bo to oznaczałoby, że nadchodzi normalność.

(mk)