Ta informacja nie wzbudza palpitacji serca u czytelników, nie jest przedmiotem roztrząsań nawet przy czwartkowym stole. A przecież przekaz jaki za sobą kryje, godny jest czegoś więcej niż suchej notatki na kilka wierszy.

Po raz kolejny zielonogórska „Budowlanka” – w najbardziej prestiżowym rankingu szkół, jakim jest ranking „Perspektyw” – uplasowała się w czołówce polskich techników. Najlepsze technikum w Lubuskiem, 19. w Polsce. Najbardziej jednak cieszy drugie miejsce w Polsce w kategorii Techników Budowlanych.

Czy jest to też oznaka zmian zachodzących w edukacji młodego pokolenia? Nie wiem. Jednak z dostępnych danych wynika, że znów coraz więcej młodych ludzi wybiera inną niż ogólnokształcąca, ścieżkę rozwoju.

Przed laty, w tym przez wielu postponowanym PRL-u, mieliśmy rozbudowane szkolnictwo zawodowe. Zawodówek i techników było bez liku, do tego nieźle rozwinięte kształcenie rzemieślnicze. Po upadku PRL-u uznano, że wszystko co związane z minionym ustrojem trzeba zmienić i zabrano się za likwidację tego typu szkolnictwa. Choć trudno w to uwierzyć, w niektórych województwach zlikwidowano wszystkie szkoły zawodowe i prawie wszystkie technika. Każdy młody człowiek miał mieć „szerokie horyzonty” i wykształcenie ogólne a matura miała być prawie dla każdego. W efekcie okazało się, że „matura to bzdura” – poziom nauczania nie tylko w szkołach średnich, ale i wyższych spadł na łeb na szyję, a na rynku drastycznie zaczęło brakować ludzi „mających fach w ręku”.

Na szczęście w Winnym Grodzie ten trend likwidacyjny nie wygrał i kiedy myślenie wśród rządzących oświatą się zmieniło, było z czym zacząć budować dobre szkolnictwo zawodowe.

Dziś powoli zaczynamy zbierać tego owoce, choć do przełomu jeszcze ciągle daleko. Nadal wielu rodziców uważa, że najlepszą drogą dla ich dziecka jest liceum. Tymczasem to dla wielu ślepy zaułek. Urzędy Pracy ciągle pełne są ludzi z ogólnym wykształceniem, a gabloty pełne są ogłoszeń o pracy dla ludzi z konkretnym zawodem. Jeśli wasze dziecko ma minimum zdolności matematycznych, wyślijcie je do technikum. Pracę będzie miało i zarobki nie najgorsze też.

A uczelnie wyższe na chcących studiować politechniczne kierunki czekają z otwartymi ramionami.

Nasze miasto od lat stawia na rozwój szkolnictwa zawodowego. Dzięki środkom z Unii Europejskiej powstają nowe pracownie, warsztaty, sale wykładowe, kupuje się nowoczesne  pomoce dydaktyczne. Największy jest projekt „Modernizacja Kształcenia Zawodowego w mieście Zielona Góra” – finansowany z EFS, wart, bagatela, ponad 40 mln zł. Choć mnie najbardziej podoba się nazwa innego – „Zawodowcy” – bo nawiązuje do typu szkolnictwa i pokazuje, że w mieście szkolimy „zawodowców”.

„Budowlanka” wiedzie tu prym (od jakiegoś czasu nazywa się Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 1 „Budowlanka”, ale to wciąż ta sama „buda” im. Tadeusza Kościuszki na Botanicznej), choć inne też sroce spod ogona nie wypadły i nawet „Wodze” (czyli Zespół Szkół i Placówek Kształcenia Zawodowego) na tejże Botanicznej – to już nie ta sama szkoła co przed laty.

Kształcenie zawodowe to już dziś nie pilnik i poczciwa tokarka, lecz pracownia obrabiarek sterowanych numerycznie.

A „Budowlanka” przy Botanicznej pod kierownictwem dyr. Małgorzaty Ragiel, z fantastycznym zespołem nauczycielskim, ma prawo nazywać się chlubą naszego miasta. Wszak niecodziennie zostaje się drugim technikum budowlanym w Polsce! Dlatego gratulując ekipie można tylko życzyć, by w roku przyszłym stanąć na szczycie tego budowlanego pudła (u nas mówiło się „budowlanej kisty”)!

Andrzej Brachmański