To nie jest historia o chłopaku, który już jako nastolatek miał piłkarski świat u swoich stóp. To raczej tekst o wspinaczce. Wspinaczce w futbolu. Cel? Zagrać w ekstraklasie. Okres oczekiwania? 12 lat.

Tyle na swój pierwszy mecz w ekstraklasie czekał Rafał Figiel. Rocznik 1991. Debiut w seniorskiej piłce zanotował w 2008 roku w barwach rezerw Lechii Zielona Góra. 23 sierpnia tego roku zagrał swoje pierwsze minuty w ekstraklasie. Dokładnie 13 minut. Przeciwko Górnikowi Zabrze, w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała, z którym miesiąc wcześniej świętował awans do elity. Długo czekał na swoją szansę w gronie najlepszych. Wydawało się, że zaszczytu dostąpi już z Rakowem Częstochowa, z którym wcześniej też wywalczył awans. Mimo że grał tam cztery sezony, awansu nie skonsumował. Marzenie spełnił w barwach Podbeskidzia. To była długa droga. Na dobre z Zielonej Góry wyjechał po sezonie 2012/13. – Tym lepiej to teraz smakuje – uważa „Figo”.

Pseudonim się nie zmienia, mimo upływu lat i klubów. Tak wołali na niego koledzy w Zielonej Górze i teraz na Śląsku. – To jest trochę wyświechtane powiedzenie, żeby być cierpliwym i wytrwałym. Później z realizacją bywa ciężko, aczkolwiek na moim przykładzie mogę powiedzieć, że jest to bardzo prawdziwe. Doszedłem tam, gdzie chciałem dotrzeć. Wytrwałość była tutaj najważniejsza – uważa 29-letni piłkarz. Dodaje, że u niego talent to maksymalnie 30 procent. Resztę wykonał pracą.

Tydzień po meczu z Górnikiem wystąpił przez 81 minut w zremisowanym meczu przeciwko Cracovii. W ostatnim czasie zagrał od pierwszego do ostatniego gwizdka w wygranym spotkaniu ze Stalą Mielec. Zaczął pięć gier w podstawowym składzie. Również tę ostatnią, gdy „Górale” przegrali z Wartą Poznań 1:2. – Zrobimy wszystko, żeby tę ekstraklasę utrzymać. Wiadomo, że beniaminek ma ciężko. Utrzymanie to jednak nasz główny cel – zaznacza R. Figiel. Obecnie Podbeskidzie jest na 14. miejscu.

Różnice między pierwszą ligą a ekstraklasą są, jego zdaniem, znaczące. – Chociażby szybkość gry, czy jakość zawodników. Wiadomo, że na poziomie europejskim nie jest to jakaś wygórowana liga, ale przeskok jest odczuwalny – uważa rodowity świebodzinianin. W jednej z gazet został nawet nazwany „Góralem ze Świebodzina”.

Częściej słyszy o sobie, że jest pracusiem. Świadomym pracusiem, który olbrzymi nacisk kładzie na wiele aspektów związanych z przygotowaniem fizycznym. Ma uprawnienia, by być trenerem personalnym. Kształci się jako trener przygotowania motorycznego. Wiedzą dzieli się z trenującymi w akademiach i szkółkach piłkarskich. – W Odrze Wodzisław zdałem sobie sprawę, że muszę sporo zmienić. Na początku strzelałem ślepakami, ale gdy już poszedłem do Katowic, to wajchę przełożyłem w dobrą stronę. Mnóstwo książek na ten temat przeczytałem. Zacząłem jeździć na szkolenia. To wszystko pomogło mi być bardziej świadomym zawodnikiem. Teraz mogę szerzyć tę wiedzę wśród młodych graczy. Ja w wieku 15-16 lat nie miałem takich możliwości, jakie oni mają teraz – przyznaje.

Dziś dieta pudełkowa wśród sportowców nie jest niczym nadzwyczajnym. Ale jeszcze kilka lat temu na Figiela patrzyli w szatni jak na kosmitę. – Po kilku tygodniach 90 procent zespołu zaopatrywało się w zdrowe posiłki – śmieje się „Figo”.

Dziś zawodnik spełnia piłkarskie marzenia, ale myśli też o przyszłości. – Obecnie zależy mi, żeby kształcić się jako trener od motoryki, ale też trener typowo piłkarski, bo uważam, że dobrze rozumiem piłkę. Jeszcze się nie określiłem, w którą stronę pójdę po karierze, ale jedno z drugim nie koliduje, wręcz przeciwnie.

(mk)-ŁZ